Posts Tagged ‘ciekawostki’
Mówi się, że Polak potrafi i coś w tym musi być nie tylko, jeśli chodzi o bicie rekordów w ilości wypitego alkoholu na głowę, czy też innych konkursów, ale również w przypadku jego produkcji. Polska „okowitka” do tej pory produkowana jest w wielu polskich wsiach, a do jej przygotowania używa się przeróżnych składników, najczęściej zboża lub ziemniaków.
Ale takiej wódki, jak w Łącku na granicy dwóch Beskidów – Sądeckiego i Wyspowego, nie ma nigdzie indziej. Chodzi oczywiście o Łącką Śliwowicę, która zyskała uznanie na całym świecie, tylko nie w oczach polskich urzędników. Wedle prawa, każdy alkohol produkowany w warunkach domowych jest uznawany za bimber, a, że bimbrownictwo jest w Polsce nielegalne, to oficjalnie o Śliwowicy nie może być mowy. Na szczęście tylko oficjalnie, gdyż miejscowe władze przymykają oko na wyrób tego trunku, ze względu na jego niepowtarzalny smak, aromat, ale też kolor. Wysoka zawartość alkoholu, bo aż 80%, uniemożliwia zarejestrowanie śliwowicy jako produktu regionalnego.
Co sprawia, że Łącka Śliwowica „daje krzepę i krasi lica”? Bo produkowana jest z dorodnych śliwek, właściwie tylko z węgierek i to po domowemu. Rozsmakowują się w niej turyści, mieszkańcy, ale też politycy, nie ma się więc co dziwić, że w 1980 roku konserwator zabytków ogłosił, że to „niematerialne dobro kultury narodowej”. Mimo że Łącka Śliwowica nie jest ani legalna, ani tym bardziej produktem regionalnym, ale tylko w świetle prawa, to posiada swój własny znak towarowy i charakterystyczną etykietę. Żeby wodka produkowana z węgierek mogła ją otrzymać musi zostać zaakceptowana przez specjalnie powołaną komisję, która zbada nie tylko jej smak, ale też kolor i charakterystyczny zapach – bez tego ani rusz!
Udając się w te okolice należy więc uważać na podróbki, których nie brakuje i zaopatrywać się w miejscową okowitkę najlepiej bezpośrednio u gospodarzy. Należy też pamiętać, że prawdziwa Śliwowica ma około 70-80% alkoholu i nie da się jej kupić za 25 zł, za butelkę. Trzeba się natomiast liczyć z wydatkiem od 45 złotych wzwyż, jednak dla tak niepowtarzalnego smaku z pewnością warto.
Dziś chciałabym napisać parę słów na temat tego, że alkohol nie zawsze szkodzi, a właściwie nawet czasem pomaga. O leczniczych właściwościach alkoholu wiedzieli już w starożytności. Oczywiście są granice. Nie mam tu na myśli wypitych dziesiątek szklanek whisky, a odrobinę czerwonego wina. Otóż udowodniono, że lampka czerwonego winna dziennie skutecznie wzmacnia i chroni układ krwionośny oraz serce.
Do przeprowadzenia badań na ten temat zmotywował fakt, że okazało się, że iż Francuzi z Bordeaux umierają na choroby serca dużo rzadziej, niż wszyscy inni na świecie. Nie trzeba było daleko szukać, aby powód ten ulokować w winie, do którego przecież wszyscy Francuzi pałają sympatią. Należy jednak dodać, że piją je często, ale w małych ilościach.

Czerwone wino zawiera aż dziesięć razy więcej antyoksydantów, niż jego biały odpowiednik. Składnik ten odpowiada za starzenie się komórek. W czerwonym znajdziemy również polifenole, które znajdują się w pestkach, skórce i w szypułkach winogron, a przecież czerwone wino produkowane jest z całych gron. Nie ma ich białe wino, ponieważ wytwarza się je tylko z samych winogron. Ten składnik skutecznie obniża ciśnienie tętnicze, zatem jesteśmy chronieni przez zawałem serca. Różne wina mają różną zawartość polifenoli, która wynika z konkretnego szczepu i regionu, w którym uprawia się winogrona. Wpływ mają na to również techniki stosowane w produkcji wina.
Warto również wspomnieć, że czerwone wino zawiera potas, magnez i wapń. Spotkamy się również z winami, które zawierają żelazo, kwasy organiczne, błonnik oraz aminokwasy.
Nie bez znaczenia są też flawonoidy – to właśnie one chronią nasz organizm przed miażdżycą i zakrzepami krwi. Oddziałują one na zły cholesterol LDL i czuwają nad tym, żeby płytki krwi się ze sobą nie sklejały. Jesteśmy dzięki temu chronieni przed udarami mózgu. Dodatkowo, reswaratrol i kwercetyna ochraniają nam DNA i niszczą wolne rodniki, które wywołują chorobę wieńcową. W winie występuje również kwas acetylosalicylowy, który rozrzedza krew. Czerwone wino świetnie też nadaje się do leczenia nadciśnienia tętniczego, dzięki temu, że zawiera duże ilości potasu.
To tylko niektóre pozytywne skutki spożywania czerwonego wina
Teraz czas na drugą porcję alkoholowych faktów i mitów. Po usłyszeniu jakiegokolwiek stwierdzenia od znajomych, czy kogoś zupełnie przypadkowego warto jest taką informację sprawdzić, zamiast ślepo wierzyć w coś, co potem okazuje się być półprawdą albo zupełną głupotą.
Alkohol jest dobry, gdy ma się problemy z zaśnięciem. Owszem, po spożyciu znacznej ilości alkoholu szybciej się zasypia, jednak dzieję się tak, gdyż alkohol toksycznie wpływa na mózg, a my nie zasypiamy snem fizjologicznym, co oznacza, że nawet po przespaniu kilkunastu godzin obudzimy się zmęczeni.
Mężczyźni są w stanie wypić więcej, niż kobiety. Jest w tym trochę prawdy, gdyż organizm mężczyzny szybciej go wchłania, niż w przypadku kobiety, jednak tak naprawdę to, ile kto może wypić uzależnione jest od indywidualnych predyspozycji takich jak masa ciała, ogólna kondycja fizyczna, stan zdrowia, a nawet od ogólnego samopoczucia i wyspania.
Łatwiej się przy nim odprężyć. Również tylko na chwilę, gdyż ma on działanie, które sprawia, że na chwilę zapominamy o codziennych problemach, czujemy się lekko i swobodnie. Jednak należy uważać z jego spożywaniem, bo może się okazać, że rano obudzimy się nie tylko z bólem głowy, ale też z kacem moralnym.
Piwo jest lekarstwem w przypadku kamicy nerkowej. Owszem, zdarza się, że lekarz zaleca picie piwa, które ma działanie moczopędne i może pomóc przy usunięciu z nerek tak zwanego piasku, jednak warto w tym przypadku dokładnie skonsultować z lekarzem przebieg „leczenia”, bo jak powszechnie wiadomo piwo jest alkoholem, jak wódka, czy whisky, tyle, że słabszym.
Okazuje się, że nie tylko Rosjanie i Polacy przodują w piciu alkoholu na litry. Może nie ma się czym chwalić, ale przeciętny Fin wypija co roku 9,3 litra czystego spirytusu, więc „kraj reniferów” jest pod tym względem w ścisłej czołówce. Tamtejsze władze zastanawiają się nad podwyższeniem akcyzy, jednak Finowie zgodnie twierdzą, że i tak pić będą. Obok wódki równie często piją też brandy i koniak.
Wypicie lampki wina pozwala na prowadzenie samochodu, gdyż zawartość alkoholu w naszym organizmie zmieści się w dopuszczalnej normie. To prawda, jednak po wypiciu lampki wina wątroba potrzebuje około godziny, aby wchłonąć spożyty alkohol, nie zaleca się więc siadanie za kółko nie mal z kieliszkiem w dłoni.
Na samym początku chcielibyśmy zaserwować kilka ciekawostek związanych z alkoholem, które wydają się nam godne opublikowania.
- Zacznijmy od studentów. Wydawać by się mogło, że tylko polscy studenci zawsze mają znajdą okazję do zabawy, a jak przyjdzie sesja, to czas im się diametralnie kurczy. Nic bardziej mylnego. Potraficie sobie wyobrazić, że pierwsze studenckie czwartki były organizowane już przez uniwersytety w Padwie w XII wieku, a Juwenalia pojawiły się u nas już za sprawą powołania Akademii Krakowskiej? Ale dziś nie będzie o polskich, ale o brytyjskich studentach, którzy według badań wydają na alkohol trzy razy więcej pieniędzy, niż na książki, napędzając tym samym rynek który rocznie pochłania 1mld funtów ze sprzedaży różnego rodzaju trunków.
- Najdroższy alkohol na świecie to Springbank 1919 Malt Whisky, która kosztuje bagatela, tylko 11 tysięcy dolarów za butelkę.
- Jeśli chodzi o wino, to znalazł się delikwent, który w trzeci czwartek miesiąca 1993 roku, czyli w święto beaujolais nouveau zapłacił za lampkę tego młodego, cierpkiego wina prawie 1500 dolarów w pubie Pickwick.
- W 1985 roku za wino Chateau Lafite zapłacono 157 tysięcy dolarów i była to najwyższa cena za butelkę alkoholu. Pech chciał, że wina nie udało się skosztować, gdyż niedługo potem do środka butelki wpadł korek i zepsuł tym samym jego z pewnością niepowtarzalny smak.
- Polacy przodują w rankingu ilości spożywanego alkoholu i plasują się na drugim miejscu, zaraz za Rosjanami, wypijając prawie 11 litrów czystego spirytusu na głowę.


